About
Nail The Deal nie wymyślił się na burzy mózgów. Wymyślił się wieczorem, przy kuchennym stole, pod lampą, którą właściciel firmy wykończeniowej miał wymienić trzy tygodnie wcześniej — tylko że trzecią godzinę klepał w Excelu wycenę dla klienta, więc lampa czekała.
Pogadaliśmy potem z dziesiątkami ekip remontowych i wykończeniowych. Obraz wszędzie ten sam: robota stoi na wysokim poziomie, ale wieczory zjada papierologia. Wycena „na oko" kosztuje realne pieniądze — bo coś się zapomni doliczyć. Dodatkowa robota bez podpisu kończy się awanturą o pieniądze, którą wykonawca przegrywa, bo nie ma nic na papierze. A duże systemy do zarządzania budową stoją nieodinstalowane, bo zrobiono je dla deweloperów z biurem księgowości, nie dla pięcioosobowej ekipy, która wraca z budowy o siedemnastej.
Nie jesteśmy programem do kosztorysowania. Nie jesteśmy systemem do zarządzania budową. Nasz realny konkurent to Excel i kartka na desce — bo to z nimi dziś walczy każdy wykonawca, który próbuje wycenić robotę po pracy.
Nail The Deal pilnuje jednej rzeczy: żebyś zarobił na tym, co wyceniłeś, i dobił deal — od wyceny po odbiór.
Oferty to dopiero początek. Dalej: budowy z etapami i checklistami, dziennik budowy ze zdjęciami z telefonu, protokoły robót dodatkowych podpisywane palcem na budowie, harmonogram płatności i jasna odpowiedź na pytanie, czy ta budowa w ogóle zarabia. Wszystko w tej samej filozofii — proste, po polsku, z telefonu.
WYCENA → PODPIS → ROBOTA.